Mucha nie siada czyli arbuzowa opowieść. Część 7 – Wszystkie kolory tęczy

image_pdfimage_print

Zamknęłam książkę, czując w sercu lekkość motyla, któremu odzyskana wolność na nowo odmalowywała na skrzydłach zachwycające piękno. Jego tęczowe kolory przywołały w moich myślach zmartwienie Juanity. Spojrzałam na niebo, starając się ocenić szansę na deszcz. Tylko on, zaprzyjaźniony ze słońcem, potrafi namalować wielobarwny most łączący rzeczywistość z marzeniami. Czy udałoby się w ten sposób spełnić marzenie fioletowowłosej? Bardzo tego chciałam. A wyspa z arbuza ma w sobie tę niesamowitą moc, że kiedy bardzo czegoś pragniesz…

– Widziałaś?! – krzyknęła Juanita, przebiegająca właśnie obok mnie.

Poczułam na sobie delikatne krople deszczu i nim zdążyłam odpowiedzieć, dziewczyna w podskokach wbiegła w tęczę unoszącą się tuż nad ziemią. Zatańczyła z każdym kolorem barwnego łuku, po czym jak baletnica, w lekkich pląsach, zbliżyła się do mnie radośnie potrząsając długimi włosami.

– I jak? Jaki mają kolor? Podobają ci się? – pytała niecierpliwie, a ja doskonale wiedziałam, co chce usłyszeć.

Popatrzyłam na fioletowowłosą, która nadal była, hmm, fioletowowłosa.

– Tak, ale…

– Co? Brakuje któregoś koloru?

– Tak, brakuje… czerwonego…

– Pewnie muszę wyżej podskoczyć. Spróbuję jeszcze raz! – Nie tracąc entuzjazmu zbierała się do biegu.

– Poczekaj! – powstrzymałam ją. – Jeszcze pomarańczowego… i żółtego, zielonego, niebieskiego i granatowego… też brakuje.

– To znaczy, że jest tylko…

– …fioletowy – dokończyłam smutno, widząc zawód na twarzy Juanity.

– Martwiłam się, że może się tak wydarzyć, a pudełeczko zmartwień mam już wypełnione po brzegi – powiedziała, ocierając z policzka fioletową łzę.

– Przykro mi, takie też są piękne… – próbowałam ją pocieszyć. – Chodź, zobaczymy co u Alfiego.

Miałam nadzieję, że pocieszny mrówkojad zabierze trochę jej smutków i zmartwień.

– Dobrze, odwiedźmy Alfiego – zgodziła się moja przyjaciółka. – O niego też się martwię, ciągle tylko je i je, w końcu sam zamieni się w jedną ogromną pestkę.

– Wydaje się, że pestki mu nie szkodzą, puszystości też nie nabrał mimo ciągłego objadania się. Macie tu wagę? Mogłybyśmy sprawdzić.

– Mamy, ale jasno jest nad nią napisane ZAKAZ UŻYWANIA WAGI BEZ WAŻNIAKA. Był tu raz jeden Ważniak, który ważył nas wszystkich i mówił, kto jest bardziej, a kto mniej ważny. I robił to wszystko na podstawie tego jednego kryterium! Zupełnie nieistotnego, więc nikt się tym specjalnie nie przejmował. A Ważniak nie mógł zrozumieć, że wszyscy jesteśmy tak samo ważni – na tym przecież polega przyjaźń! Kiedyś zaprosiliśmy go na mecz arbuzokoszykówki, która z normalną koszykówką ma wspólne to, że jest kosz (ale tylko jeden). Pewnie się zdziwisz, bo gramy arbuzem i wszyscy jesteśmy w jednej drużynie. Nie ma tutaj rywali, przeciwników. Gramy po to, aby pograć i mieć z tego radość. Dzięki temu nie ma pokonanych, a wygrywamy wszyscy – nie ma lepszych, ani gorszych. Wszyscy jesteśmy sobie równi i tak samo ważni. Wynik nie ma dla nas znaczenia, liczy się tylko wspólnie spędzony czas. Podobno tę grę wymyślił pewien chłopiec, żeby wszystkich zachęcić do gry. No i udało mu się! Gramy więc wszyscy, nawet Mędrzec, któremu spodobała się ta filozofia równości. Lecz Ważniak uznał to za bezsensowne i opuścił wyspę, podobno z bardzo ważnych powodów. Nie mamy już Ważniaka, mamy Mędrca, ale to coś zupełnie przeciwnego.

Na takim wywodzie upłynęła nam droga do norki Alfiego, a tam spotkałyśmy nie tylko mrówkojada, ale i Różę, Tomiego, Mędrca i chłopca. Wszystkie powitalne uśmiechy sprawiły, że słońce wesoło połaskotało mnie po ramionach.

– Co wy tu wszyscy robicie? – zapytała zebranych Juanita.

– Dziwimy się – odparł Tomy.

– To tu się jeszcze można czemuś dziwić? – zapytałam bardziej siebie, niż pozostałych. – Co się stało?

– Przyszedłem do Alfiego z koszyczkiem pełnym pestek, w prezencie z okazji tęczowej środy. Wziął je ode mnie, nie wykazując większego zainteresowania. Już to mnie zdziwiło, a gdy chwilę później zapytałem, czy zje ze mną parę pestek odpowiedział: „Nie, gdyż nie jestem głodzien”! To do niego zupełnie niepodobne!

Faktycznie, Alfi nie był dziś sobą. Poproszony o wyjaśnienia wyznał, że nawiedziła go Melancholia i, o dziwo, dobrze wypowiedział to słowo. To zdecydowanie nie był znany nam Alfi.

– Melancholia potrafi czasem odebrać apetyt, zostawiając w zamian wiele myśli. Dla Alfiego pewnie aż za wiele – Juanita wydawała się doskonale rozumieć futrzastego przyjaciela. Podeszła do niego i przytuliła z całych sił, a on pogłaskał jej długie włosy. Nieoczekiwanie pasmo, którego dotknął, zaczęło robić się coraz jaśniejsze, aż wtopiło się w błękit nieba. A tego dnia niebo było zachwycająco błękitne! W zachwycie podbiegłam więc do Juanity, chcąc dotknąć tego kawałka nieba na jej głowie. Gdy to zrobiłam, kolejny kosmyk włosów powoli zmienił barwę, tym razem nabierając świeżości wiosennej trawy! W końcu zbliżyli się pozostali i głaskali zjawiskowe włosy Juanity, a one zbierały z ich dłoni ciepło, życzliwość i troskę, aby na pełnej zmartwień głowie dziewczyny odmalować nimi wszystkie kolory tęczy.

– Nie martw się, przyjaciółko – odezwał się mrówkojad. Pozostając ciągle w objęciach Juanity wciąż nie dostrzegał zmiany, którą sam zapoczątkował. – To Melancholia zawitała do mnie na chwilę.

– Oczywiście, że na chwilę, żebyśmy jeszcze bardziej doceniali szczęście, które zazwyczaj wypełnia cię aż po samą trąbę – odparła tęczowowłosa, wciąż nieświadoma swojej wielobarwności. – A wy, dlaczego tak stoicie z otwartymi buziami?

– Juanito, twoje włosy! – odezwał się Tomi. – Są bajeczne! Kredek mam tyle, że nie mieszczą się już do moich pudełek, ale żadna z nich nie odda tego, co masz na swoich włosach. To naprawdę wszystkie kolory tęczy!

– Naprawdę?! – tęczowowłosa aż pisnęła i radośnie podskakując potrąciła pudełeczko ze zmartwieniami. Wieczko się otwarło, a pudełko… było w środku zupełnie puste! – To wasza przyjaźń pokolorowała moje włosy, a przede wszystkim myśli. Proszę – zwróciła się do Tomiego, podając mu fioletowe pudełko – przyda się na twoje kredki. Mając przyjaciół takich jak wy, bardziej będę potrzebowała ogromnego tęczowego pudełka na marzenia. Wspólnie na pewno szybko je wypełnimy. I to po same brzegi!

Mały Cud

2 Comments

  1. Warto było czekać aż tak długo na szóstkę – oj warto.

  2. Muszę przegonić „ważniaka” i zacznę od siebie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *